„Frankowicze raczej nie mogą liczyć na rzeczywistą pomoc ze strony parlamentu w kompleksowym rozwiązaniu problemu umów kredytowych zawierających klauzule niedozwolone. Muszą więc dochodzić swoich praw na drodze sądowej.”

pomoc frankowiczom

Pomoc Frankowiczom

W kwestii „frankowiczów” jedno nie ulega wątpliwości – wszystkie umowy o kredyt hipoteczny, gdzie mamy do czynienia z indeksacją, denominacją lub waloryzacją (wypłata kredytu nastąpiła w złotych polskich, a kwota kredytu wyrażona została w innej walucie) zawierają klauzule abuzywne (niedozwolone). Jako takie umowy te powinny zostać uznane za sprzeczne z prawem i albo unieważnione, albo poddane wyeliminowaniu z nich zapisów abuzywnych.
To jednak teoria. Banki nie uznają argumentów klientów, a kiedy sprawa trafia do sądu, wymiar sprawiedliwości nader często staje po stronie banku, bo… może.

Jak w takiej sytuacji odnajdują się „frankowi” kredytobiorcy? Część z nich reguluje zobowiązanie, mimo że raty wzrosły w niektórych przypadkach nawet o 100% bez większego wysiłku, nie obniżając jakości życia. Duża część również spłaca kredyt, mimo że powiększona rata odbija się znacząco na budżecie domowym, często zmuszając do dodatkowego zapożyczania się i dodatkowej pracy. W tej drugiej grupie osób znajdziemy takie, które decydują się na dochodzenie swoich praw na drodze sądowej, czyli pozwanie banku przy nieprzerwanym spłacaniu zobowiązania.

Jest i trzecia grupa osób, które zaprzestały regulowania zobowiązania. I to te osoby są najczęściej naszymi klientami, jeśli chodzi o sprawy „frankowe”. Dlaczego? Kredytobiorca, który zaprzestaje regulowania zobowiązania, w niedługim czasie ma wypowiedzianą umowę kredytową. Następnym krokiem banku jest uzyskanie od sądu nakazu zapłaty obejmującego całość zadłużenia. W praktyce oznacza to, że np. pożyczyli Państwo od banku 300 tys. zł, przez kilka lat trwania umowy kredytowej spłacili 100 tys. zł, a bank twierdzi – używając do przeliczenia długu klauzuli indeksacyjnej, denominacyjnej lub waloryzacyjnej – że jesteście mu winni jeszcze 600 tys. zł. Uprawomocnienie się takiego nakazu oznacza w praktyce przystępienie do czynności egzekucyjnych komornika, sprzedaż Państwa nieruchomości, ruchomości oraz zajęcie wynagrodzeń. W 99% przypadków egzekucja nie zaspokaja roszczeń banku i dłużnik zostaje z niespłacalnym długiem na całe życie albo – co gorsza – na całe życie również swoich dzieci.

Dlatego istotne jest, by od nakazu zapłaty się odwołać, mówiąc potocznie. Następnym krokiem jest ochrona majątku dłużnika – na wypadek, gdyby orzeczenie sądu okazało się dla dłużnika niekorzystne, a bank zechciał przystąpić do egzekucji (a bank zawsze chce). Postepowania przeciwegzekucyjne i ochrona majątku to właśnie nasza specjalność. Co istotne – potrafimy ochronić dłużnika na każdym etapie postępowania egzekucyjnego – nawet wtedy, kiedy nieświadomy takiej konieczności klient nie odebrał nakazu zapłaty i kiedy nie zostały w terminie wniesione zarzuty.
Śledząc orzecznictwo w sprawach „frankowych” musimy, niestety, przyznać, że ta droga – czyli zaprzestanie regulowania niespłacalnych zobowiązań wobec banku, a potem obrona przed nim w sądzie i postępowaniu komorniczym, jest najskuteczniejszym sposobem na rozwiązanie problemu „frankowego”. To rozwiązanie nie jest idealne – zdajemy sobie sprawę, że przeciętny Kowalski wolałby dojść swoich praw przed sądem i regulować swoje zobowiązanie zgodnie z umową „wyczyszczoną” z zapisów abuzywnych bądź rozliczyć się z bankiem po sądowym unieważnieniu umowy. Ale po pierwsze – prawomocnych wyroków korzystnych dla „frankowiczów” jest bardzo mało (sprawy ciągną się i będą się jeszcze ciągnąć latami), a po drugie – wygrana przed sądem a wyegzekwowanie realizacji wyroku sądowego to dwie różne sprawy. I to drugie może również trwać latami.

Osobom, które zdecydują się pozwać bank, również oferujemy stosowne usługi:

Pierwszy krok.
Najpierw reklamacja w banku. Dochodzenie praw przed sądem jest kosztowne i długotrwałe. Z tej przyczyny pierwszym krokiem „frankowicza”, który zdecydował się na spór prawny z bankiem powinno być złożenie reklamacji w banku. W piśmie tym kredytobiorca powinien precyzyjnie opisać klauzule niedozwolone, które są zawarte w jego umowie i przedstawić bankowi swoje żądanie.

Jakie to powinno być roszczenie?

Z analizy dotychczasowego orzecznictwa sądowego wynika, że frankowicze mają niewielkie szanse na sądową zmianę bądź rozwiązanie umowy. Natomiast sądy znacznie przychylniej patrzą na wystąpienie o zwrot kwot pobranych przez bank nienależnie, nadpłaconych z uwagi na występujące w umowach klauzule abuzywne. W tej sytuacji kredytobiorca powinien najpierw samodzielnie obliczyć, ile nadpłacił  bankowi w poszczególnych miesiącach obowiązywania umowy kredytowej. W piśmie do banku wystąpić należy nie o całą kwotę, a jej część za kilka miesięcy, tak aby nie przekroczyć kwoty 8.000 zł.  To jest bowiem graniczna kwota, co do której można składać skargi na bank do arbitra bankowego.

Drugi krok.
Potem odwołanie do arbitra. Odwołanie do arbitra wnosi się po odmownym rozpatrzeniu reklamacji przez bank, a kosztuje ono 50 zł.

Dlaczego warto wnosić odwołanie?

Względnie niskim kosztem klient zmusi bank do przedstawienia swojego całościowego stanowiska w sprawie. Znajomość argumentacji banku przyda się więc na etapie konstruowania pozwu. Nadto, istnieje możliwość, że arbiter skargę uwzględni i bank będzie musiał oddać nadpłatę. Wtedy będzie można wystąpić o zwrot nadpłaty za kolejne okresy, z powołaniem się na orzeczenie arbitra. Z trybu postępowania przed arbitrem bankowym mogą korzystać jedynie konsumenci.

Trzeci krok.
Pozew do sądu. W razie, gdyby arbiter odmówił uwzględnienia odwołania to i tak klient dysponuje już całością argumentów, które bank użyje przeciwko niemu w sądzie. Pisząc pozew może je uprzedzić i obalić. To znacznie utrudni obronę bankowi. Pozew należy wnieść o kwotę, której domagano się wcześniej w postępowaniu reklamacyjnym. Co prawda nie ma przeszkód prawnych, aby domagać się więcej, ale istnieją praktyczne. Im większa dochodzona kwota, tym wyższe są koszty sądowe które płaci się na początku procesu, jak i te które  trzeba zwrócić stronie przeciwnej w razie przegrania procesu. Przy kwocie 8.000 zł na początku trzeba wpłacić 400 zł opłaty sądowej, a w razie przegrania sprawy koszty adwokackie banku wynoszą 1200 zł. Gdyby klient dochodził 60.000 zł, to opłata sądowa wzrasta do 1000 zł, a koszty adwokackie banku do 3600 zł. Co równie ważne, dochodząc małej kwoty sprawę prowadzimy przed sądem rejonowym jako pierwszej instancji, a okręgowym, jako odwoławczym. Czyli znacznie szybciej, niż gdyby zajmowały się tym wyższe instancje. Nadto sprawa o 8.000 zł nie ma charakteru kasacyjnego. W razie więc przegrania sprawy, bank nie będzie mógł odwoływać się do Sądu Najwyższego. Ma to znacznie dla kredytobiorcy: z naszej obserwacji procesów sądowych z bankami wynika, że znacznie bardziej przychylnie na kredytobiorców patrzą sądy niższej instancji niż Sąd Najwyższy.  Wynika to też z faktu, że banki mniej uwagi przywiązują do drobnych procesów niż do tych o duże pieniądze. Po prawomocnym zakończeniu procesu o pierwszą nadpłatę, można pozew skierować o zwrot kolejnych, z powołaniem się na pozyskane wcześniej rozstrzygnięcie.

Proces długi i skomplikowany
W taki oto, wyżej opisany sposób, kredytobiorca może przy względnie niewielkich kosztach i ryzykując niewiele w razie przegranej wytoczyć proces bankowi. Podkreślić należy, że w obowiązującym stanie prawnym żaden „frankowicz” nie powinien żywić nadziei, że proces będzie prosty, oraz że banki dobrowolnie przyznają, że stosowane przez nie klauzule mają znamiona klauzul abuzywnych. Chociażby nawet stosowane przez nich klauzule miały identyczną treść jak wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych. W myśl prezentowanych, rozbieżnych zresztą, stanowisk piśmiennictwa i orzecznictwa, wpis do rejestru klauzul stanowi jedynie wskazówkę dla sądów, że dana klauzula jest klauzulą niedozwoloną. Przesądzenie tego musi nastąpić w danym, konkretnym postępowaniu sądowym. Za każdym więc razem klient banku, który będzie miał zamiar kwestionować legalność klauzul musi udać się do sądu. I tam wykazać, że zastosowana przez bank w umowie z nim klauzula ma znamiona klauzuli abuzywnej. Z pewnością nie jest to zadanie łatwe, gdyż banki walczą w takich sprawach do ostatniej kropli krwi, wykorzystując każde potknięcie oponenta. Z tej właśnie przyczyny należy skoncentrować się na dochodzeniu roszczeń pieniężnych i to o niewielkie kwoty przed sądami rejonowymi.


Zapraszamy do kontaktu.